Poprzedni wpis (Topre, topre) | Następny wpis (Walki z SuSE (open) ciąg dalszy)
Dorobiłem się
W dzikim widzie zainstalowałem sobie OpenSuSE 10.3 z KDE. Omatko. OMG. Co za dno. Po 3 godzinach walki z systemem mam wyjący komputer, którego desktop wygląda rzygowicznie, a każda rzecz, której się tknie, działa zupełnie inaczej, niż jest to napisane.
Szajs. Szajs jakich mało. SuSE to szajs.
Etykiety: free software / open source linux życie w Wołominie