Zniknęło archiwum

Ale wróci, gdy tylko w Django zostanie poprawiony błąd ze zgłoszenia 7155 (patch działa, ale nie będę go nakładał ręcznie, nie pali się).

Śnię, czy co?

Jest do ściągnięcia kolejny album Nine Inch Nails - The Slip. Tak jak poprzedni, na wolnej licencji Creative Commons. Aż mi trudno w to uwierzyć...

EuroPython 2008

Już można się rejestrować na EuroPython 2008, do końca maja opłata wynosi €100 (od 1 czerwca €160, przy drzwiach €200), więc warto się pospieszyć. Ja się już zarejestrowałem. ;)

Pasanie owieczek

Po ponad roku pracy z młodzieżą zebrało mi się na kilka refleksji dotyczących całej branży robienia softu. Raczej przygnębiających.

Po pierwsze, i najważniejsze, większość z programistów przed 30-tką, jakich spotkałem w ciągu tego roku, nie ma pojęcia o projektowaniu aplikacji. Umieją napisać kod, który robi to, co założyli, ale zazwyczaj cała aplikacja nie robi tego, co miała robić. Ich horyzont widzenia kodu zamyka się w jednym, najwyżej w dwóch modułach, więc każda większa zmiana skutkuje zwykle załamaniem się innego fragmentu aplikacji. A o czymś takim, jak zastanawianie się nad konsekwencjami zmian w kodzie zwykle sobie nie pozwalają. Powiedziałbym ogólnie, że myślenie nie jest ich najmocniejszą stroną, albo inaczej — są świetni w rozwiązywaniu problemów, które sami sobie stworzyli (by sparafrazować Kisiela). I to jest ta przygnębiająca konkluzja.

Przyczyna tego stanu rzeczy wydaje się leżeć głębiej, a jest ona chyba jeszcze bardziej przygnębiająca. Otóż, według mnie, głównym czynnikiem, który sprawia, że młodzi programiści nie dojrzewają do projektowania aplikacji, jest nacisk managementu na to, żeby jak najszybciej dostarczyć działający kod, byle by był. Management żyje w świecie złudzeń (podtrzymywanych przez samych programistów), jakoby zawsze można było poprawić źle działający kod później, ale z drugiej strony, żeby się z tych złudzeń wyleczyć, to trzeba napisać sporo kodu, którego nikt nigdy nie poprawił z powodu braku czasu. Autor nie poprawi, bo nie ma kiedy (zajmuje się przecież czymś innym, również na już), a jego następca też nie poprawi, bo kodu nie rozumie (autor mu nie wytłumaczy, bo nie ma czasu, zresztą prawdopodobnie sam już nie pamięta).

I co teraz? Założę się, że nic, będzie tak, jak poprzednio.

Kolejne dobre winko

Tym razem nabytek przywieziony z Węgier: Le Sommelier Villanyi Rose (2007). Kupiłem trochę na ślepo, bo nie mam wielkiego pojęcia na temat węgierskich win. Było jednym z najdroższych (około 1800 Ft, czyli przekładając na złotówki według cen paliwa w okolicach 25 złotych), więc brałem je z półki bez zbytniego ryzyka. Wino okazało się lekkie w smaku, pomimo dość wysokiej zawartości alkoholu (12.5%), prawdopodobnie z powodu sporej ilości bąbelków. Polecam gorąco.

Good bye, Debrecen

Powoli żegnam się z pięknym miastem Debreczynem (pogoda piękna, miasto... no cóż, na pewno ma swoich miłośników). Spotkanie nie było tak straszne, jak się obawiałem, chociaż do przyjemnych nie należało. Zjedzony nie zostałem i to się dla mnie liczy. ;)

O 20:00 mój samolot wystartuje z Ferihegy i mam nadzieję około 23:00 znaleźć się we własnym łóżku.

JavaScript może czuć się przeproszony

Nigdy nie lubiłem JavaScriptu. Syntaktycznie mi się ten język nie podobał, jego idea wydawała mi się poroniona (co najmniej), a różnice w implementacjach przez różne platformy zwyczajnie dyskredytujące. Tym niemniej zapoznałem się z nim przynajmniej na tyle, żeby znać go z widzenia. Ogólnie konieczność pisania kodu w JavaScripcie napawała mnie obrzydzeniem.

Do niedawna. Bo niedawno wypatrzyłem jQuery i całe moje podejście do JavaScriptu zmienniło się diametralnie. Miłością nie zapałałem (bo miłość może być tylko jedna), ale polubiłem JavaScript. Dziękujemy Ci, jQuery!

W pięknym mieście Debreczynie

No, nie takim znowu pięknym, przypomina raczej Piotrków Trybunalski... Ale Piotrków też pewnie ma swoich amatorów.

Najpierw godzina samolotem z Warszawy do Budapesztu, potem 2 godziny czekania na samochód w hali przylotów lotniska Ferihegy 2A, a potem jeszcze dwie godziny samochodem z Budapesztu do Debreczyna (mają autostrady... zazdrość!). Jestem półżywy. A jutro szykuje się nieprzyjemne spotkanie z klientami. Mam nadzieję, że mnie nie zjedzą, ale może być różnie...

Dopiero wyjazdy na kilka dni uświadamiają mi, jak bardzo tęsknię za Kasią i ZIZ. Gdy jestem w domu, to z niecierpliwością czekam na każdą godzinę-półtorej, kiedy zostawią mnie samego i będę mógł sobie trochę pokodować, ale gdy wyjadę na dłużej, to mi ich brakuje. Bardzo.

Dobre winko

Dobre, przyjemne winko na wieczór: Gato Negro Cabernet Sauvignon Rose (Central Valley, Chile, ok. 25 zł). Coś dla amatorów różowych win (albo amatorek).

PIDA mnie rozczarowuje

Większość mojego kodu w Pythonie (a właściwie kodu w ogóle, włączając w to HTML i skrypty SQL) piszę w PIDA. Jak dla mnie to środowisko pozostawia mi ultrawygodnego Vima, dodając to, czego potrzebuję podczas pracy: zarządzanie grupą plików jako projektem, kilka podstawowych poleceń systemu kontroli wersji, przeglądarkę klas i integrację z pyflakes. Niestety, PIDA ma wciąż sporo błędów i — to jest prawdziwe niestety — nie są one w ogóle poprawiane (prawdopodobnie dlatego, że nie ma kto tego zrobić, i nie, ja też tego nie dam rady zrobić). Bardzo to wkurzające, przede wszystkim zważywszy fakt, że żaden z wolnodostępnych edytorów nie oferuje tego, co PIDA...