Poprzedni wpis (Admin w oddzielnej subdomenie (post-NFA)) | Następny wpis (Brakujące ogniwo)

Pointless

Co jakiś czas zdarza mi się dostać od kogoś znajomego zaproszenie do jakiegoś serwisu społecznościowego (Plaxo, GoldenLine, Facebook, MySpace itd.). Z ciekawości zwykle się rejestruję, przeglądam co tam można dobrego znaleźć i w przytłaczającej większości przypadków rezygnuję z dalszego aktywnego uczestnictwa, bo niczego interesującego tam nie znajduję. W każdym z nich jest to samo: jakieś szorty w stylu Twittera, jakieś forum, jakieś klany czy grupy, jakieś powiązania między online identities (bo przecież nie ludźmi) i właściwie żadnej wartości dodanej. Klon klona klonem pogania, w dodatku zwykle klon serwisu dla półanalfabetycznych nastolatek.

Na tym tle wyróżnia się chyba jedynie Last.fm, bo przynajmniej jest tam jakaś unikalna wartość dodana (rekomendacje). Do niedawna dość często zaglądałem również na LinkedIn żeby dowiedzieć się, co teraz porabiają moi znajomi z poprzedniej pracy, ale przestałem, gdy pożal-się-Boże rekruterzy zaczęli wykorzystywać go do masowego łowienia jeleni. Inaczej nie można nazwać procederu namiętnego proponowania mi pracy w Javie pomimo tego, że mam wyraźnie napisane w profilu, że nie interesuje mnie praca w tym środowisku i odrzucę każdą ofertę choćby wirtualnie związaną z taką pracą. Z tego wynika, że łowcy jeleni nie zaglądają do profili użytkowników przed wysłaniem im oferty pracy, co dyskwalifikuje zarówno łowców, jak i ich oferty, a użyteczność samego serwisu stawia pod wielkim znakiem zapytania.

Albo jestem za stary na taki interweb, albo ten interweb się zrobił mniej użyteczny (nawet pod kątem rozrywkowym).

Skomentujesz?

* 


* 


* oznacza pole wymagane