W rzeczy samej, serwis wmiastowzieci.pl potrzebuje cokolwiek więcej uwagi. Po niezbyt przyjemnych (i mało produktywnych) przejściach z Google AppEngine przyszedł czas, żeby poświęcić trochę czasu tradycyjnym aplikacjom, a wmiastowzieci.pl to aplikacja tradycyjna aż do bólu: Django, FastCGI i MySQL (do tego parę drobiazgów).
Obiecuję sobie, że w najbliższym czasie trochę nad tym serwisem popracuję.
Nie nie chodzi o żadne feedy, tylko o tzw. resident set aplikacji w Django. Obserwuję tę wartość od dłuższego czasu dla tej małej aplikacyjki i z pewnym niepokojem obserwuję jak rośnie, od ~15MB pod koniec 2007 roku przez ~17MB w okolicach wydania 1.0 do ~19MB z wersją 1.1-beta1 (przy wręcz zmniejszającym się feature secie aplikacji). A mój niepokój bierze się z mojej zadziwiająco dobrej pamięci, jak na mój podeszły wiek.
Kiedyś, w zamierzchłych czasach (okolice Slackware 9.0, czyli początek 2003 roku), była sobie fajna, mała przeglądarka WWW, która nazywała się Phoenix. Wyrosła z potrzeby istnienia po prostu przeglądarki i w swoich bebechach była Mozillą (tak się kiedyś nazywała przeglądarka wyrosła z Netscape Communicatora) bez wszystkiego tego, co nie służyło przeglądaniu stron WWW. Była szybka, miała małe wymagania i wszyscy ją pokochali od razu. Pokochali ją tak bardzo, że Mozilla Foundation postanowiła skupić na niej swoje wysiłki developerskie. W szybkim tempie (od wersji 0.4 Oceano z listopada 2002 do wersji 0.8 Royal Oak z lutego 2004) program zbliżył się apetytem na zasoby do swojego rodzica i przestał być postrzegany jako lekki i szybki. Po 7 latach istnienia Mozilla Firefox wciąż bohatersko zwalcza bloat, który był głównym powodem jego wypączkowania z projektu Mozilla Suite.
Na ile ostatnie develpmenta w Django przypominają to, co stało się z Phoeniksem? Na tyle, że nagle wszyscy pokochali Django i zaczęło ono obrastać w rzeczy, które już nie mieszczą się w legendarnych 80% (i django.contrib.gis to naprawdę mały pikuś w tym zestawie). Wygląda na to, że zadowalanie coraz większej rzeszy użytkowników daje w wyniku coraz większe zapotrzebowanie na zasoby...
Rekapitulując, ja też uważam, że martwię się na zapas. Sytuacja sama w sobie nie wygląda jeszcze na niepokojącą, niepokojący jedynie może być ten trend. Czy doprowadzi do tego, że Django przejdzie na ciemną stronę mocy, to się dopiero okaże.
Last.fm zapowiedziało wprowadzenie opłat za streaming audio we wszystkich krajach poza Niemcami, Wielką Brytanią i USA. Podobny ruch Pandory (a następnie zamknięcie jej dla użytkowników spoza USA) doprowadził do niemal całkowitego jej zniknięcia ze sceny.
Jak każdy odmawiam płacenia za coś, co do tej pory było free. Trudno, najwyżej nie będę słuchał ich radia — ściągnę sobie co trzeba skąd się da...
Zmiany się szykują... Wspominałem o planach przepisania silnika tego bloga przy użyciu narzędziówki, ale im dłużej nad tym siedzę, tym bardziej jestem przekonany, że nie ma to wielkiego sensu — zbyt wiele rzeczy wymagałoby ręcznej ingerencji, patchowania komponentów i rwania włosów z głowy, bo coś nie działa, jak na przykład odkrycie z wczoraj:
-
nie działa Beaker z powodu błędu w kodzie backendów sesyjnych wykorzystujących bazę danych i memcached (pliki działają OK, ale ich nie chcę);
-
w związku z tym, że nie działa Beaker, nie działa też AuthKit, więc nici z ułatwień autentykacji (np. po OpenID).
Oczywiście, byłbym w stanie naprawić Beaker'a, powstaje jedynie pytanie, czy to się w ogóle opłaca? Alternatywą jest przejrzenie i odchudzenie istniejącej aplikacji w Django, a przy okazji zoptymalizowanie jej nieco, wykorzystując doświadczenie, jakiego nabrałem w ciągu tych kilkunastu miesięcy. To też mogłoby być nienajgorsze rozwiązanie, a na pewno szybsze. Będę żałował Jinja2, ale jak mnie żal przyciśnie, to podłączę sobie ten silnik do Django, żeby stonować trochę ten żal...
Poważnie się zastanawiam i jeszcze nie podjąłem żadnej decyzji — na razie kod wykorzystujący narzędziówkę poszedł do oddzielnego brancha w repozytorium, a w trunku pojawił się kod wersji działającej obecnie, ale nie ma to jakiegoś symbolicznego znaczenia (tak sobie to tłumaczę). Uch, jak ja lubię mieć takie dylematy... :)
Jestem po kilku tygodniach dłubania aplikacji webowej przy użyciu zestawu narzędzi (Werkzeug, SQLAlchemy lub datastore, Jinja2, WTForms) zamiast Django. Zawsze uważałem Django za kawał świetnego softu, ale dopiero teraz doceniam to, na ile ramówka aplikacyjna ułatwia życie programisty, załatwiając masę rzeczy z kategorii boilerplate przy użyciu kawałka swojej magii.
Narzędziówka jest pozbawiona zupełnie magii. To surowy zestaw narzędzi (niektóre z nich, jak SQLAlchemy mają własną magię wewnętrzną do załatwiania swoich spraw) i żeby zagrały ze sobą w zgodnej orkiestrze i razem umożliwiły napisanie dobrego kodu aplikacji, trzeba napisać sporo rzeczy: procesory żądań (w Django nazywa się to middleware), procesory kontekstu, podsystem konfiguracyjny, skróty ułatwiające życie (jak render_to_response() czy funkcja do odwracania URL-i), podsystem autoryzacji. W Django to wszystko już jest, gotowe i zainstalowane, a użycie jest tylko kwestią podłączenia w konfiguracji lub nawet zaimportowania odpowiedniego modułu — i za sprawą magicznej różdżki masz sitemapę, masz feed RSS/Atom, masz bufor stron i masę innych drobiazgów, na napisanie których poświęciłbyś trochę czasu, bo trzeba to mieć, pomimo tego, że te wszystkie rzeczy nie są corem aplikacji. Łatwo jest to wszystko docenić: działające zręby bloga w Django (tego bloga) miałem po około 2 godzinach roboty (wpisy, etykiety, archiwum, feed z wpisów i sitemapa), a powtórzenie tego samego wyczynu z użyciem zestawu narzędzi zajęło mi ponad 6 godzin pracy, z czego co najmniej 3 spędziłem na użeraniu się z duperelami. Warto było, bo moja wiedza na temat działania aplikacji w środowisku WSGI jest teraz o wiele większa. I lepiej rozumiem bebechy Django.
Z drugiej strony nie można powiedzieć, żeby ta wyprawa miała jedynie edukacyjną wartość — dorobiłem się sporej ilości kodu narzędziowego, który może mi się kiedyś przydać. Zobaczyłem też, jak wydajna i oszczędna w wykorzystaniu zasobów może być mała aplikacja, jeżeli się ją rozsądnie napisze, dla porównania aplikacja tego bloga żre na megiteam.pl ~20MB pamięci rezydentnej, a moja reimplementacja przy użyciu zestawu narzędzi jedynie ~12MB — różnica jest kolosalna (nie wspominam już o tym, że jest o wiele szybsza, prawdopodobnie dzięki Jinja2). Przyszłością tego bloga jest właśnie reimplementacja przy użyciu zestawu narzędzi, głównie w celach oszczędnościowych.
Napisawszy tyle wypadałoby przejść do jakiejś konkluzji... Jak dla mnie to każdy kto robi w webie przy użyciu pythonowych ramówek (nie tylko Django, to się tyczy również Pylons i TurboGears w takim samym stopniu), powinien zrobić sobie taką krótką wycieczkę do źródeł. Będzie mógł wtedy dostrzec zarówno mocne jak i słabe strony używanej przez siebie ramówki, a przede wszystkim zrozumie, jak jej wszystkie komponenty współgrają ze sobą, tworząc całość, która tak bardzo ułatwia pracę.
A to dlatego, że moje przemyślenia na temat technologii przeniosłem do technologicznej tuby tego serwisu, którą w ramach edukacji implementuję na Google AppEngine. Aplikacja, choć wciąż w trakcie rozwoju, powoli zyskuje kolejne funkcje (a ja przy okazji uczę się nowych rzeczy).
Następna próba 14 kwietnia.
To wszystko, co mam do powiedzenia na ten temat.
Gdy w końcu zdecydowaliśmy się nawiedzić rejon Morza Śródziemnego, świat pogrążył się w finansowym kryzysie, ale mimo to postanowienia nie zmieniliśmy. Wystrczyło obejrzeć kilka zdjęć, żeby przestać myśleć o pieniądzach, kursie €, urlopach i innych przyziemnych sprawach.
W maju wyjedziemy sobie na tydzień odetchnąć innym powietrzem na bajecznej wyspie Zakynthos. Termin został wybrany nieprzypadkowo — przed sezonem, ale w trakcie rozkręcania się. Już ciepło, ale jeszcze nie upalnie. I może nie będzie aż tyle komarów, choć podobno na to nie ma co liczyć. Nie obyło się bez nerwów i kilku kłótni, a na Zakynthos padło niemal przypadkiem po tym, jak nie znaleźliśmy satysfakcjonującej oferty na Rodos i na Krecie.
Od kilku dni nie mogę przestać o tym myśleć, śni mi się to po nocach i zwyczajnie nie mogę się doczekać... Kalamaki, here we come!