Firma zaczyna

Dziś wystawiłem moją pierwszą fakturę. Gdyby nie to, że dziś znowu się wożę (pierwszy raz wiozłem moją żonę, umierała ze strachu...), to pewnie poszedłbym coś chlapnąć na to konto.

Bilet na NIN zamówiony

Nine Inch Nails

Miejsce: Międzynarodowe Targi Poznańskie Poznań, Polska

Data: 23.06.2009, 18:00

Miejsca stojące / Cena Normalna: 150,00

Tradycyjne bilety powinny do Państwa dotrzeć w ciągu następnych 4 tygodni, w zależności od daty wybranej imprezy.

Yeah, Starfuckers, Inc.!

Dentharg, dzięki za cynk o biletach. :)

Pierwsza jazda bez L

Dziś rano podjechałem do Wydziału Komunikacji Starostwa w Wołominie (jeszcze nielegalnie ;)) i odebrałem moje prawko. O 8:30 było po wszystkim. Spokojnie podjechałem sobie do banku załatwić jedną zaległą sprawę z kontem firmowym i wyruszyłem w drogę do pracy. Uch... :)

Bilans:

  • jedno wymuszenie
  • jeden błąd niezasyganlizowania zmiany pasa ruchu

Wyjechałem o 8:45, na parkingu w Promenadzie byłem o 9:30. Zysk względem komunikacji publicznej to 20-30 minut. Warto. :)

Dla potomności

Jutro jadę do pracy samochodem. :D

Już mogę płacić haracze

Załatwiłem ostatnią sprawę, związaną z rejestrowaniem działalności gospodarczej. Po 27 dniach od złożenia wniosku o wpis do ewidencji mogę wreszcie w majestacie prawa płacić haracz okupantowi.

Walka z okupantem

...powoli zbliża się ku końcowi. Jeszcze jedna wizyta z deklaracją ZIPA w Zakładzie Utylizacji Staruszków (powiedzenie kolegi Lodka) i pozostanie mi jedynie comiesięczne opłacanie haraczy.

Naprawdę ulżyło mi, jak kobieta w Urzędzie Skarbowym powiedziała dziękuję, to już wszystko.

Coraz bliżej

Wreszcie...

Od For fun and profit

Gehenna zdąża ku końcowi

Dziś, 22 kwietnia 2009 dostałem wreszcie mój REGON. Po 3 (trzech!) tygodniach mogę zacząć normalną działalność gospodarczą. W stosunku to gorszej przeszłości jest to zysk na poziomie -14 dni (minus czternastu), co oznacza 14 dni straty.

Lepsze jutro było wczoraj.

Drogi krzyżowej przedsiębiorcy ciąg dalszy

Dziś nie wytrzymałem i zadzwoniłem do Urzędu Statystycznego w Warszawie dowiedzieć się, co się dzieje z moim numerem REGON (dla ustalenia uwagi: wniosek o wpis złożyłem 1 kwietnia, wpis odebrałem 8 kwietnia). Jak się okazuje, mój numer wypłynął z US 15 kwietnia zwykłą pocztą i do 20 kwietnia nie był w stanie pokonać 25 kilometrów do Wołomina.

Ale przynajmniej wiem, że istnieje...

Bez dumy

Zainspirowany komentarzem tylika przemyślałem sobie jeszcze raz kwestię mojej odysei egzaminacyjnej. Tylik, ja naprawdę nie mam się czym chwalić.

Mam 38 lat, od około 20 jeżdżę różnymi pojazdami, małymi i dużymi, szybkimi i wolnymi, na gąsienicach i na kołach, takimi co pływają i takimi, co się ledwo toczą, od Fiata 126p do BRDM-2, od Ursusa C-330 do BWP-1 (zgadza się, dłużej jeżdżę, niż piszę programy!). Wydawało mi się, że z takim doświadczeniem zdanie egzaminu państwowego będzie niemal formalnością, jednak przykładnie odjeździłem wszystkie jazdy, na luzaku przyjechałem w grudniu na egzamin i... przeżyłem pierwszy szok, gdy oblałem egzamin na łuku. Dlaczego, przecież niewiele to się różni od wyjeżdżania na parkingu czy z garażu (w przypadku naszego garażu jest nawet mniej miejsca)? Zagadka. Potem zagadek było jeszcze więcej — na egzaminie robiłem rzeczy, o które sam bym się nie podejrzewał, że w ogóle potrafię. Dopiero za piątym razem pozbierałem się jakoś i wreszcie ten egzamin zdałem. Do nikogo nie mogę mieć pretensji poza sobą.

Wszystko to może świadczyć o tym, że moje zdanie o sobie samym jest całkowicie błędne — psychicznie daleko mi do zimnego twardziela, który każdy stres bierze na miękko, robi co ma zrobić i idzie na wódkę po skończonej robocie. Dlatego właśnie czuję się psychicznie złomotany, pomimo tego, że oczywiście cieszę się ze zdanego egzaminu i zakończenia okresu przejściowego. Jednym zdaniem: powód do radości tak, ale do dumy to już nie — jest się z czego cieszyć, ale nie ma czym chwalić.

Co oczywiście nie psuje mi nastroju na tyle, żebym siedział w kącie i pochlipywał pod nosem — trzeba się zająć nową sytuacją na poważnie. Tylik ma swojego jednorożca, mam i ja ;). Celuję trochę niżej: Peugeot 406 Coupe 3.0 V6, ale przez to mam nadzieję ustrzelić sztukę nieco mniejszym wysiłkiem (głownie finansowym). Pewnie jeszcze trochę o tych polowaniach na mojego jednorożca tu się pojawi, a z obecnego stanu rynku (okazy można znaleźć np. na allegro) wnioskuję, że parę sztuk zląduje też na bezwypadkowe.net.

Kryzysowa kostucha

Zdaje się, że kryzys zbiera żniwo w turystyce — organizator naszego wyjazdu na Zakynthos odwołał imprezę, podobno z powodu zbyt małego zainteresowania. Trochę dziwne to, bo było naprawdę tanio i w świetnym miejscu, więc wydawało mi się, że przynajmniej takich problemów nie będzie. Jestem prawie załamany.

NIN w Poznaniu!

23 czerwca w Poznaniu zagra Nine Inch Nails. Zrobię wszystko żeby tam być.

Podsumowanie

jarek:~$ ipython

In [1]: import datetime

In [2]: d0 = datetime.date(2008, 9, 13)

In [3]: d1 = datetime.date(2009, 4, 14)

In [4]: d1 - d0
Out[4]: datetime.timedelta(213)

In [5]: 1500 + 25 + 5 * 115 + 500 + 300 + 200 + 250 + 200 + 150
Out[5]: 3700

In [6]:

213 dni, 3700 złotych, 6x potworny stres — tyle naprawdę kosztowało mnie prawo jazdy. 9000 wydane na Escorta przy tym to pryszcz. Można sobie zadawać pytanie, czy to musiało tyle kosztować i pewnie nie musiało (gdybym np. od razu wykupił kurs rozszerzony z 40 godzinami jazdy zaoszczędziłbym 200 złotych), ale zysk na pieniądzach tak naprawdę miałby znaczenie drugorzędne, najbardziej dla mnie liczyłby się czas i przeżyty stres.

Najważniejsze, że mam to już za sobą.

Zdałem

Zdałem egzamin państwowy na prawo jazdy kat. B.

Setuptools to szajs

Wiele było już głosów, że setuptools jest pełne błędów i nie powinno być używane. W mojej praktyce na te błędy nie trafiałem, więc poprzestawałem na niechęci, a drobne wpadki powodowały jedynie wzrost przychylności wobec antagonistów setuptools. Tym razem w ciągu ostatnich dni zostałem doświadczony dwukrotnie przez poważne niedoróbki w setuptools, w tym jedna ma znaczenie krytyczne (nie instaluje się część zawartości pakietu):

Setuptools musi odejść!

Nie ma już Uncov.com

Serwis Uncov.com, do którego link swego czasu świecił w bocznym pasku tej strony, zakończył działalność. I to z hukiem — domena kieruje teraz do strony wyszukiwania pewnej osoby na Twitterze. Jak wyjaśniła mi osoba, którą powszechnie kojarzy się z Uncov.com, czyli Ted Dziuba, domena ta należała do jego wspólnika, z którym rozstał się w nieprzyjaznej atmosferze. Okres rejestracji domeny wygasł i ktoś ją kupił, ot, i cała historia...

Na szczęście, to nie jedyne miejsce, gdzie można doświadczyć ostrego języka Teda Dziuby: miłośnikom jego felietonów pozostaje jego blog i co 2 tygodnie artykuły w The Register, cokolwiek ugrzecznione, ale wciąż bezlitosne.

To zaczyna być gehenna

Odebrałem dziś wpis do ewidencji działalności gospodarczej. Na moje pytanie o REGON pani w magistracie wzruszyła ramionami: "pewnie po świętach". OK. Dam radę prowadzić działalność gospodarczą przez 2-3 tygodnie bez REGON, chociaż raczej będzie to udawanie działalności.

W związku z tym, że nie mam REGON, odpadły mi odwiedziny w banku (na razie — bo przecież i tak będę musiał tam pójść). Podreptałem grzecznie do ZUS, a tam... Szkoda słów. Po pół godzinie czekania olałem sprawę i postanowiłem poprosić księgową o załatwienie tego za mnie, nawet za dodatkową opłatą. Ale rozmowa z księgową wyprowadziła mnie z iluzji — nawet z jej pomocą nie ominie mnie łażenie po urzędach.

Odechciewa mi się. Wszystko w lesie, choć trwa to już ponad tydzień, a miało być tak pięknie, jedno okienko i w'adza przyjazna przedsiębiorcy. Jak zwykle PO łże jak pies.

Jedno okienko, wciąż tylko jedno

Ciąg dalszy przejść, związanych z rejestracją działalności gospodarczej w tzw. jednym okienku.

Minął tydzień od złożenia wniosku o wpis do rejestru i rozpoczęcia działalności. Dziś miałem zgłosić siebie w ZUS do ubezpieczenia (nie wspomnę o tych wszystkich rzeczach, które jedno okienko pomija, a trzeba dodatkowo załatwić, mając już wpis do ewidencji i REGON), tymczasem pani w magistracie rozłożyła ręce: nie mamy pańskiego wpisu i co nam pan zrobi?. To tak, jakby asynchronicznie napisany program po wysłaniu danych czekał na kanale IO na informacje zwrotne — ja takiemu programiście porachowałbym wszystkie kości (ej, kto jest odpowiedzialny za TEN sralnik?).

Jutro kolejna wyprawa do Urzędu Miasta, a po niej trening biegów miejskich na trasie magistrat - ZUS - bank - magistrat - US. No, chyba, że wezmę rower...


Wyświetl większą mapę

"Jedno okienko"? Oczywiście, że jedno!

Od wczoraj obowiązuje ustawa, która miała przedsiębiorcom rozpoczynającym działalność ułatwić życie — wszystkie sprawy związane z rozpoczęciem działalności gospodarczej miały być załatwione podczas jednej wizyty w magistracie, przy jednym okienku właśnie. Wczoraj odwiedziłem mój Urząd Miasta, ale pani w tym jednym okienku poprosiła, żebym przyszedł następnego dnia, jeżeli mi się nie spieszy z rozpoczynaniem działalności (albo spieszy mi się dokądś), bo ona nie do końca wie, jak to wszystko pozałatwiać, pomimo tego, że była na jakimś szkoleniu i nawet jej instrukcję dali. Pobiedziłem się wczoraj wieczorem nad formularzem EDG-1 i przyszedłem dzisiaj rano...

Okienko faktycznie jest jedno. To znaczy — są dwa, ale tylko jedno czynne. Kolejka może nie była szczególnie długa, ale posuwała się potwornie wolno, bo pani przyjmująca druki przy każdej sprawie musiała dzwonić w przynajmniej jedno miejsce, żeby zasięgnąć dodatkowych informacji (do Urzędu Skarbowego albo do ZUS). A czasem musiała dzwonić w oba... Średni czas załatwienia jednego interesanta: około 60 minut. Po około 2 godzinach przyszedł czas na mnie. Na szczęście dobrze odrobiłem pracę domową wczoraj i mój wniosek nie wymagał żadnych korekt, więc załatwiłem sprawę w pół godziny i z jednym telefonem do przyjaciela (w Urzędzie Skarbowym).

A teraz zauważone idiotyzmy:

  • wraz z wnioskiem można podać numer konta bankowego dla firmy, ale żeby założyć konto na firmę, to trzeba mieć wpis do ewidencji i REGON: +1 okienko;
  • we wniosku można podać dane firmy rozliczającej księgowość, ale umowę podpisuje się dopiero po uzyskaniu wpisu do ewidencji i REGON: +1 okienko;
  • we wniosku nie można podać sposobu rozliczania VAT: +1 okienko;
  • wraz ze składaniem wniosku nie można zgłosić płatnika składek i ubezpieczonego do ZUS: +1 okienko.

I jeden, jedyny plus, jaki w tym wszystkim jest: działalność można rozpocząć w dniu składania wniosku o wpis do ewidencji. Dobre i tyle, chociaż wciąż nie można podpisać żadnej umowy (bo przecież nie ma się wpisu do ewidencji ani REGON).

Wszystko to wygląda na krok w dobrą stronę, ale raczej głupio zrobiony.