Poprzedni wpis (Dla poddierżenia razgawora) | Następny wpis (Grecja again)
Tysiące, tysiące kilometrów
W ciągu moich pierwszych 6 tygodni jeżdżenia bez L na dachu (licząc od dnia odebrania prawka i odliczając tydzień w Grecji) nakręciłem 2000km i w związku z tym czuję się uprawniony do poczynienia kilku obserwacji na temat realiów ruchu drogowego w mojej okolicy:
- sygnalizacja świetlna to wynalazek, dzięki któremu w ogóle daje się jeździć — kilkakrotnie trafiłem na awarię sygnalizacji w okolicy węzła Płowiecka (skrzyżowania Ostrobramska/Marsa/Płowiecka i Marsa/Chełmżyńska) i natychmiast powstawał tam albo kompletny chaos, albo nie dało się przejechać drogą podporządkowaną;
- stan nawierzchni drogi 634 nie jest jeszcze taki tragiczny, droga 631 na odcinku od Zielonki do Warszawy to jest dopiero koszmar;
- na drodze 631 tym, co powoduje największe korki jest brak wydzielonych pasów do skrętu w prawo/lewo na skrzyżowaniach w Ząbkach i w Rembertowie — jeden chce skręcić, a za nim stoi sznurek samochodów również czekających, aż ktoś go przepuści;
- w Warszawie nie brakuje dróg ani przejść dla pieszych, brakuje za to mostów i wiaduktów — rzeka i tory kolejowe dzielą miasto na niemal izolowane wyspy;
- tylko raz spotkałem się z oczywistym przejawem agresji, więc sądzę, że ten problem jest co najmniej sztucznie rozdmuchany;
- i w drugą stronę, życzliwość wśród kierujących rośnie odwrotnie proporcjonalnie do odległości dzielącej od skrzyżowania Ostrobramska/Marsa/Płowiecka — od ronda w Zielonce prawie wszyscy są tak milutcy, że tylko do rany przyłóż;
- jeżeli motocykliści chcą by ich lepiej traktować, to nie powinni traktować przepisów jak sugestii, tylko jak obowązujące prawo — nie jeździ się po liniach oddzielających kierunki ruchu (zwłaszcza jak jest to podwójna ciągła), sygnalizuje się zmianę kierunku jazdy, nie wyprzedza po prawej poza przypadkami dozwolonymi w kodeksie i przestrzega ograniczeń prędkości.
Ogólnie jestem bardzo zadowolony z wożenia się. Daje mi to ogromną frajdę niezależnie od tego, czy jadę szybko czy wolno, w trasie czy w mieście, w dzień czy w nocy. Nie wiem jak żyłem bez tego do tej pory. ;)
Etykiety: wozik życie w Wołominie
Komentarze (6)
#2 ciesiel skomentował(-a) 10 czerwca 2009 o 09:50
Ja też miałem frajdę z jazdy... do pierwszego dzwona :) Potem to już jak mogę to wolę spacer/komunikację miejską itp. (niestety, po paru przejazdach do pracy tramwajem przepraszam się ze swoim autkiem i znowu się wożę).
Niby się pewnie czuje za kółkiem ale zawsze jest ten "strach", że Ci ktoś w dupę wiedzie ;)
#3 jarek skomentował(-a) 10 czerwca 2009 o 10:20
@Bonjoure: przebudowy wciąż trwają, chociaż już da się przejechać. O ile działa sygnalizacja... ;)
#4 Dentharg skomentował(-a) 11 czerwca 2009 o 16:46
:)
Zobaczymy co powiesz po przejechaniu 100kkm.. Ja już miałem 2 dzwony, z mojej i nie z mojej winy. Jeździ się dalej.
Dzwon to jak skaleczenie się w palec: przeżyć trzeba i żyje się dalej. Tyle, że "leczenie" trochę kosztuje ;)
#5 Maro skomentował(-a) 16 czerwca 2009 o 15:06
Patrz w lusterka, motocykle SĄ WSZĘDZIE.
#6 jarek skomentował(-a) 16 czerwca 2009 o 15:35
Samochody i piesi też są wszędzie.
Motocykl + motocyklista = 300kg
Samochód osobowy + kierowca = 1400kg
Jak dla mnie rachunek jest prosty i wyraźnie wskazuje, kto na kogo powinien uważać...



#1 Bonjoure skomentował(-a) 10 czerwca 2009 o 09:37
Zazdroszczę tej frajdy! Ja już nie zauważam pewnych rzeczy. Nawijam tylko kilometry po tych koszmarnych drogach. W moim przypadku przebieg roczny to około 80 - 100 tyś./rok (aktualny Opel odebrany ostatniego czerwca 2008 ma ponad 75 tyś. km) powoduje, że odczuwam to jeszcze bardziej. A rewiry, o których piszesz przemierzałem wielokrotnie, żeby czasami ominąć centrum i wyjechać w Markach (od Sulejówka), ale od pewnego czasu rzadziej zaglądam w tamte kąty. Fakt, że droga 631 jest już mocno wyeksploatowana, a skrzyżowanie Marsa/Płowiecka mam nadzieję, że się trochę poprawiło po tych przebudowach przy Trakcie Lubelskim?