Poprzedni wpis (Autentykacja, podejście drugie) | Następny wpis (Reisefieber, ponownie)

Kłamstwa statystyki

Auto-Świat zapłakał nad bezpieczeństwem na polskich drogach, ale łzy to były raczej krokodyle... Handlowcy postrachem dróg, tak się tytułuje ten artykuł. Wynika z niego przerażająca wizja zabójców w firmowych samochodach, którzy powodują niewspółmiernie dużo wypadków. Niewspółmiernie do swojej ilości — podobno kierowcy 8% pojazdów powodują 30% wypadków i oczywiście coś trzeba z tym zrobić.

Bzdura. Piramidalna.

Liczby wyglądają alarmująco, ale tylko do czasu, gdy porówna się ile te auta jeżdżą. Przeciętny kierowca takiej służbówki robi rocznie 40-60 tysięcy km (podobno 100 tysięcy też nie jest niczym niezwykłym). Dla porównania, przeciętny nalot prywatnego auta to 12-15 tysięcy km, a sporo ludzi jeździ swoimi samochodami po 5 tysięcy km rocznie, większość moich sąsiadów nie przejeżdża nawet 100 km tygodniowo żeby wyrobić te 5 tysięcy. Żeby taka statystyka miała w ogóle sens, należałoby liczyć nie sztuki, a przejechane kilometry — ilość spowodowanych wypadków na tysiąc czy 10 tysięcy przejechanych kilometrów. Wtedy można byłoby porównywać — zwłaszcza, że wypadki powodują ludzie, a nie pojazdy (no, może poza ewidentnymi przypadkami samopodpalających się Peugeotów...).

Tak że: spokojnie. To tylko statystyka + nieuprawnione wnioski.

Komentarze (1)

#1 bonjoure skomentował(-a) 17 lipca 2009 o 06:18

Pewnie, że bzdura. Przypomina to porównanie do katastrof lotniczych. Nadal są najbezpieczniejsze, ale jak spadnie, to od razu 160 luda ginie...
Masz rację. Należy statystyki odnieść do przejechanych kilometrów. Jak ma dojść do wypadku załóżmy Twojego sąsiada, który przy przebiegu 5 tyś km/rok więcej pucuje auto pod blokiem, a jak wyjedzie, to będzie miał najwyżej kolizję. Prawdopodobieństwo wypadku kogoś, kto przejeżdża dziennie po 600 km jest większe, niż tego, który jedzie w niedzielę do kościoła.

Skomentujesz?

* 


* 


* oznacza pole wymagane