Jak wiedzą wszyscy (albo wszyscy w mieście), Apple dostarcza jakiegoś Pythona ze swoim OSX. Mogłoby to wskazywać, że Python jest first class citizen, jeżeli chodzi o języki programowania na OSX, podobnie jak jest to w przypadku Ubuntu. A figę (chcialem napisać bardziej dosadnie, ale podobno nieletni czytają)!
Robienie aplikacji na Maka w Pythonie to droga przez mękę. Serio. PyObjC obecnie oficjalnie jest w wersji, która ledwo wspiera poprzednią wersję OSX (10.4), zresztą pisanie w tym czymś przypomina programowanie aplikacji na Win32 używając PyWin i MFC. A chyba nawet gorzej. Z normalnych ramówek GUI są oczywiście wszystkie, ale w takim przypadku bez Py2App nie ma co się do tego zabierać. Normalnie jak na Windows.
Która to konkluzja doprowadza mnie do szerzej ujmującej makowo-osxową rzeczywistość konstatacji — ogólnie Mac jest jak Windows, tylko trochę bardziej. Odczuwam taki sam brak wolności (w sensie free speech) i podobne podejście ludzi, którzy robią oprogramowanie na Maki — byle tylko zarobić i nic nie pokazać. Na linuksie może nie ma aż tak wyczesanych efektów wizualnych, może też nie wszystkie ficzery tak ładnie działają (zamknij klapę laptoka, a się uśpi, podnieś, a się obudzi — i WiFi przeżyje), ale pod względem aplikacji skierowanych na produktywność po prostu nie ma porównania. Instalujesz Ubuntu i masz dosłownie wszystko, czego potrzebujesz, a to, czego jeszcze nie masz, jest na odpalenie apt-get install.
Co doprowadza mnie do kolejnej konkluzji, że moim kolejnym prywatnym komputerem nie będzie Mac, tylko jakiś fajny normalny laptop z matrycą 13'4. Jak na przykład twoja Toshiba, Smoku...
Podobno na Bałtyku szalał sztorm. Lelewizja o tym trąbiła. Ja zauważyłem tylko deszcz co chwilę i wiatr, który urywa głowy. Poza tym żadnych atrakcji. A ja myślałem, że sztorm to coś, co zapada w pamięć, jak halny w Tatrach.
Od kilku tygodni (a dokładnie odkąd mam Ubuntu 8.04) zastanawia mnie zużycie prądu na poziomie 14W/h. Niby niewiele, ale zmniejsza mi to znacząco czas używania laptopa na baterii. Naczytałem się, że tu i ówdzie świeżo zainstalowany 8.04 zużywa 10.5-11W/h, a to przecież sporo mniej. Próbowałem dojść przyczyny, ale nie znalazłem niczego konkretnego.
Wciąż najważniejszym źródłem przebudzeń procesora jest przełączanie zadań między rdzeniami. Nie pomogła na to ani aktualizacja biosu, ani wyładowywanie kolejnych modułów (po co mi parport, skoro nie używam drukarek, ani nie mam portu równoległego?), zużycie prądu uparcie nie chce zejść poniżej 13.5W/h. gnome-power-manager też nie był tym głównym winowajcą, bo po przełączeniu się na KDE 3.5 minimalny poziom zużycia prądu nawet wzrósł do 14.5W/h — cały zysk z wyłączenia tego potwora został przejedzony gdzie indziej.
Ostatecznością (po którą nie chciałbym jednakowoż sięgać) jest próba z nowszym kernelem. A że jestem wyjątkowo leniwy i nie chcę się babrać z budowaniem kernela debiany-way, oznacza to próbne zainstalowanie Fedory Core 9... O, jak mi się nie chce tego robić.
Halo, czy ktoś mi naprawi komputer? ;)
Nie ma komputerów doskonałych. Niestety. I mój nowy 6510b także nie jest doskonały, ma dobre i złe swoje strony.
Najpierw plusy:
-
obraz jak żyleta, matryca jest naprawdę dobra;
-
moc, szczególnie jak dołoży mu się dodatkowe 1GB RAM;
-
cichy HDD;
-
jest zimny;
-
karta wifi Intela (nie wymaga ndiswrappera!).
A teraz wreszcie minusy:
-
hibernacja działa, ale jest bez sensu, bo komputerowi mniej czasu zajmuje wyłączenie się i włączenie, niż zahibernowanie i odhibernowanie;
-
wygaszacz (xscreensaver) potrafi zawiesić X na twardo;
-
czas pracy na bateriach nie dociąga do zapowiadanych 5 godzin, a nawet 4 przy umiarkowanym użytkowaniu (PIDA, terminal z 4 zakładkami, serwer developerski Django, Firefox, Quodlibet) nie udało mi się osiągnąć, maksimum to 3:40.
Nie mogę powiedzieć, ogólnie jestem zadowolony, chociaż po zapowiedziach producenta spodziewałem się więcej...
Tym razem zupełnie niechcący. Kończyła mi się umowa u komórkowców, więc ją sobie przedłużyłem, przy okazji wymieniając telefon na nowy. Dopiero po powrocie do domu, przeglądając instrukcję obsługi, znalazłem logo Symbiana i coś na temat S60... Czyli mam fona z S60! :D
Pierwszą rzeczą, którą sobie zainstalowałem był (a jakże inaczej) PyS60...
Nazywam się HP Compaq 6510b i jestem zajebistym przenośnym komputerem. Znaczy, laptopem.
Tak, kupiłem sobie wreszcie nowego laptoka. Jest fantastyczny. Było trochę przejść przy instalowaniu Ubuntu 7.10, ale w końcu się udało.
Jeszcze się nie zdecydowałem, ale moim następnym nabytkiem w dziedzinie aparatów fotograficznych będzie produkt firmy Canon: albo G9, albo S5 IS. Jeszcze się tylko muszę z żoną skonsultować, czy dobry kompakt, czy może superzoom...
Powoli budzi się we mnie pragnienie (a może i potrzeba) wymiany laptoka na nową sztukę. Mój obecny HP nx6110 z najniższej półki wciąż jeszcze mi dobrze służy (chyba przede wszystkim dlatego, że mam niewielkie wymagania...), ale zaczynam już odczuwać potrzebę poprawienia mojej sytuacji życiowej. Lepsze jest wrogiem dobrego, a już na pewno jest wrogiem słabego.
-
15' matryca mojego HP jest chyba jedną z najgorszych, jakie były produkowane dwa lata temu; wiem, że są gorsze (mają je np. najtańsze Acery z tamtego okresu), ale wcale nie zmienia to faktu, że kolory odwzorowuje tragicznie, szczególnie na bitmapach;
-
procesor Celeron-M360J (1.4GHz) nie jest demonem prędkości i nie ma co się nad tym rozwodzić;
-
dysk 40GB dawno już został zapełniony i muszę się posiłkować dodatkowym dyskiem podłączanym przez USB;
-
3 kilogramy na ramieniu potrafią przygiąć do ziemi każdego.
Nie za bardzo mam ochotę kupować sobie MacBooka, wolałbym jakieś fajne HP z matrycą 13.1'... Ale takich nie ma. Przynajmniej na moją kieszeń.
W każdym razie, i tak muszę poczekać do przyszłego roku. Obiecałem, że w tym roku nie kupię sobie komputera...