Sztorm? Nie zauważyłem

Podobno na Bałtyku szalał sztorm. Lelewizja o tym trąbiła. Ja zauważyłem tylko deszcz co chwilę i wiatr, który urywa głowy. Poza tym żadnych atrakcji. A ja myślałem, że sztorm to coś, co zapada w pamięć, jak halny w Tatrach.

Znikam

Dziś znikam z horyzontu internetu na 10-11 dni — wyjeżdżamy nad morze i nie zamierzam tam niczego kombinować z dostępem do internetu, po prostu nie ma.

Wracamy 11 lub 12 sierpnia i liczę na to, że internet będzie tu jeszcze. ;)

Mamy wózek

Kupiliśmy dziś nasz pierwszy samochód. Dobiegając 40-tki, po ponad 10 latach życia po ślubie staliśmy się wreszcie właścicielami własnego pojazdu. W wielkim stresie (pomimo dokładnego sprawdzenia przez osoby postronne) kupiliśmy dzisiaj przyzwoicie wyposażonego Forda Escorta 1.6 16v kombi z 2000 roku, ze 166 000 kilometrów. Do domu dojechał i nawet wszystko, co miało działać (klimatyzacja, yay!) działało. Teraz co paręnaście minut latamy do okna w kuchni, żeby sobie na niego popatrzeć. I w sumie pomimo tego, że nie jest mały, to na naszym parkingu przed blokiem wśród Fordów Mondeo, Opli Omega i Toyot Avensis wygląda bardzo pchełkowato. Ale zmieścimy się w nim, i jeszcze przez parę lat będzie nam w nim wygodnie.

Jutro mam sprawdzić w serwisie, kiedy było wymieniane coś, co się nazywa pasek rozrządu (brzmi poważnie, ale mam pewne wątpliwości) i jaki lano do niego do tej pory olej. A w sobotę wybywamy na wioskę.

Done

Złożyłem szafę. Cały weekend szarpaniny ale półtorametrowa szafa wreszcie stoi. Bolą mnie ręce i nogi, ale cieszę się, że nie będę musiał tego już robić na urlopie. Będę za to musiał robić inne rzeczy, bo wraz z szafą przyjechała prawie 50 kilogramowa komoda...

Na szczęście wpadłem wczoraj na szatański pomysł i kupiłem sobie jakąś wkrętarkę. Bez tego pewnie odpadłyby mi ręce od wkręcania śrub.

W pięknym mieście Debreczynie

No, nie takim znowu pięknym, przypomina raczej Piotrków Trybunalski... Ale Piotrków też pewnie ma swoich amatorów.

Najpierw godzina samolotem z Warszawy do Budapesztu, potem 2 godziny czekania na samochód w hali przylotów lotniska Ferihegy 2A, a potem jeszcze dwie godziny samochodem z Budapesztu do Debreczyna (mają autostrady... zazdrość!). Jestem półżywy. A jutro szykuje się nieprzyjemne spotkanie z klientami. Mam nadzieję, że mnie nie zjedzą, ale może być różnie...

Dopiero wyjazdy na kilka dni uświadamiają mi, jak bardzo tęsknię za Kasią i ZIZ. Gdy jestem w domu, to z niecierpliwością czekam na każdą godzinę-półtorej, kiedy zostawią mnie samego i będę mógł sobie trochę pokodować, ale gdy wyjadę na dłużej, to mi ich brakuje. Bardzo.

Nowy rok dobrze się zaczyna

Zaczyna się od zwolnienia. W sobotę straciłem całkowicie głos i ledwie byłem w stanie oddychać. Jakoś przecierpiałem do poniedziałku i nie omieszkałem wziąć sobie kilku dni zwolnienia. Praca nie dała od siebie odpocząć za bardzo, ale może dam radę napisać kilka linijek kodu dla siebie.

Już zapomniałem jak to jest...

Family going to bed at 10 PM is so much worse than jet lag.

Kiedyś było to dla mnie dość normalne... Czyżby dopadała mnie nostalgia za kawalerskimi czasami? ;)

Wygląd tego wpisu przekonuje mnie, że czym prędzej muszę się rozejrzeć za jeszcze szerszym szablonem, bo mi sie stripy z XKCD nie mieszczą...

Postępy postępu

Moja córka Zofia (niegdyś znana jako ZIZ, obecnie lat około 3,5) nauczyła się pisać. Umie już napisać MAMA, TATA, LATO i LALA. Przymierza się już do pisania książek.

Wypatrzyłem

Jeszcze się nie zdecydowałem, ale moim następnym nabytkiem w dziedzinie aparatów fotograficznych będzie produkt firmy Canon: albo G9, albo S5 IS. Jeszcze się tylko muszę z żoną skonsultować, czy dobry kompakt, czy może superzoom...

Ćwiczenia z Pratchetta

Moja córka ma 3 lata (no, prawie 3 i pół). Jak każde dziecko lubi, żeby jej opowiadać bajki. Kilka dni temu nieopatrznie zagaiłem, że mógłbym jej opowiedzieć historię o tym, jak niania Ogg i babcia Weatherwax pojechały do Ankh Morpork zwerbować trzecią czarownicę do zespołu… No i zaczęło się. Wczoraj musiałem opowiadać o upiorze w gmachu opery. Dzisiaj chciała, żebym opowiedział, jak doszło do tego, że w Ankh Morpork zjawił się Enrico Basilica. Mam tych opowieści jeszcze na dwa wieczory, a potem będę musiał kupić kolejne książki Pratchetta, żeby znowu mieć, co opowiadać.

Dla miłośników konkursów pytanie: z jakiej powieści opowiadam teraz historie? A dla miłośników głosowań kolejne: którą książkę Pratchetta mam przeczytać jako następną?

Programista kupuje nieruchomości

Trochę nakręcony przez żonę, a trochę z powodu wściekłości na ciasnotę naszego obecnego lokum, zacząłem kilka miesięcy temu rozglądać się za jakąś ładną, dużą i tanią działką budowlaną w okolicach naszego Wołomina. Początkowo liczyłem się z wydatkiem rzędu 130.000 złotych, ale doznałem bardzo bolesnego zderzenia z rzeczywistością i musiałem podnieść tę kwotę do 200.000, żeby spełnić przynajmniej dwa z trzech wspomnianych wcześniej warunków. To, co prawda, nie stawia pod znakiem zapytania całej inwestycji, a jedynie przesuwa ją w czasie o kilka lat—spłacenie takiego kredytu zajmie trochę więcej czasu, ot, ze trzy, cztery lata… Biorąc pod uwagę, że i tak nie zacznę budować domu przed 40-tką, to niewielkie opóźnienie. I tak skończę będąc już zbyt starym, by organizować tam dzikie melanże, prawdopodobnie poprzestaniemy na garden parties w gronie podobnych nam tetryków.

Problem zaczął się, kiedy pojawiły się pierwsze działki do obejrzenia—trzeba rzucić wszystko, żeby obejrzeć, co pani agenta znajdzie, a tu jeszcze koleżanka małżonka mówi, że jej nie pasuje. Gdybyśmy jeszcze mieli samochód, to moglibyśmy się umawiać na oglądanie wtedy, kiedy nam wygodnie, a nie wtedy, kiedy możemy zostać zawiezieni przez panią agentę. Sam nie pojadę, razem nie pojedziemy, ktoś jednak musi, a w końcu i tak muszą wszyscy. Ale to był mały pikuś.

Duży pikuś pojawił się wtedy, gdy koleżanka małżonka zobaczyła koszty kredytu. Niby wcale nie tak wiele, biorąc pod uwagę, ile zarabiamy i ile wydajemy, ale kwota sama w sobie robi wrażenie. No i zrobiła na małżonce. Zrobiła wrażenie takie, że kobieta uznała, że nas nie stać (pomimo tego, że stać nas bez specjalnych wyrzeczeń).

Uda się? Nie uda? Się zobaczy.

Przedpołudnie w lesie

Ładna pogoda wypchnęła nas na godzinkę do lasu w Klembowie, w okolice, gdzie od kilku tygodni próbujemy kupić działkę pod nasz przyszły (potencjalny też dobrze brzmi) dom. Oczywiście, komary. Oczywiście, tłum grzybiarzy, pomimo późnej już (przynajmniej jak na zbieranie grzybów) pory. Ale przede wszystkim komary, a do tego kilka grzybów, ledwo widocznych spoza chmar komarów. Nie będziemy próbować kupić działki w bezpośredniej bliskości lasu, jakkolwiek fajnie byłoby mieć drzwi do lasu—nie odpowiada mi jednak życie w chmurze komarów.

Córka była szczęśliwa, żona była zadowolona, znaczy—warto było. Pomimo tego, że po sobotnim kieracie pragnąłem tylko siedzieć z wyciągniętymi nogami.

Oglądanie kolejnych czterech działek-kandydatek zostawiliśmy sobie na popołudnie. Może uda się znaleźć z godzinkę, żeby wsiąść na rower i zbadać sytuację w okolicach Dobczyna.